Kto chodzi po górach albo jeździ rowerem po górskich szlakach, prędzej czy później trafia na zdjęcia ludzi wpiętych w stalową linę nad przepaścią. Wygląda to groźnie, ale via ferraty projektuje się właśnie dla turystów, a nie dla wspinaczy. Wystarczy dobra kondycja z wędrówek, odpowiedni sprzęt i rozsądny wybór pierwszej trasy. Podpowiadamy, od czego zacząć i które kierunki sprawdzają się na start.
Ferrata to coś pomiędzy szlakiem a wspinaczką
Nazwa pochodzi z włoskiego i oznacza „żelazną drogę”. Trasę prowadzi się po skałach, a na całej długości przymocowana jest do nich stalowa lina. W stromych miejscach pod stopami są metalowe klamry, stopnie albo drabinki, a niektóre ferraty mają też mosty linowe nad szczelinami.
Wiele alpejskich tras powstało na bazie wojskowych ścieżek z czasów I wojny światowej, choć najstarsze zabezpieczone drogi w Alpach są jeszcze starsze.
Turysta idzie wpięty w linę dwiema lonżami zakończonymi karabinkami. Przy każdym kotwieniu przepina najpierw jeden karabinek, potem drugi, dzięki czemu przez cały czas jest asekurowany. Ruch przypomina bardziej wędrówkę po bardzo stromym szlaku niż prawdziwą wspinaczkę. Dla osób, które mają za sobą tatrzańskie szlaki, to naturalny kolejny krok.
Przy okazji jedno częste nieporozumienie. Łańcuchy na Orlej Perci czy na Rysach nie zmieniają tych szlaków w via ferraty. Pomagają w trudnych miejscach, ale nie tworzą ciągłej liny, do której można się wpiąć od początku do końca. Na ferracie asekuracja jest pomyślana właśnie w ten sposób.
Jak czytać oznaczenia trudności
Trudność ferraty opisuje się najczęściej literami od A do E, czasem dochodzi jeszcze F dla tras ekstremalnych. Stopień A to trasa łatwa, z poręczą z liny i naturalnymi stopniami. B oznacza strome odcinki z klamrami, a C miejsca, w których bez siły w rękach i oswojenia z przestrzenią pod nogami będzie trudno. D i E to odcinki pionowe i przewieszone, przeznaczone dla doświadczonych.
Pierwsza trasa powinna mieć stopień A lub B, być krótka i mieć łatwe zejście. Dobrym pomysłem jest zacząć od ogródka ferratowego. To kilka krótkich, szkoleniowych odcinków nisko nad ziemią, na których można spokojnie przećwiczyć przepinanie i zobaczyć, jak się czuje na ścianie. Oznaczenia nie są jednolite w całej Europie, więc ta sama litera w Austrii i na Słowacji może oznaczać trochę inną trudność. Opis trasy zawsze warto przeczytać w całości.
Trzy kierunki na pierwszy raz
Słowacja na weekend
Słowackie ferraty to najprostszy sposób, żeby spróbować bez brania urlopu. W Liptovskich Revúcach, między Niżnymi Tatrami a Wielką Fatrą, są ferraty „Dwie Wieże”, czyli kilka tras poprowadzonych na dwóch skalnych wieżach. Pojedyncze odcinki mają od 20 do 70 metrów, więc w ciągu dnia można przejść kilka i stopniowo próbować trudniejszych.
Pod Kremnicą działa kompleks ferrat „Na Skałce”, z trasami od najłatwiejszych do bardzo wymagających i z ogródkiem ferratowym. Największą atrakcją jest most linowy długi na 78,5 metra, zawieszony około 30 metrów nad ziemią, opisywany jako najdłuższy taki most na Słowacji. Jedna z tras jest dostępna dla dzieci od mniej więcej 10 lat, więc to dobre miejsce na rodzinny wyjazd.
Austria, czyli Hohe Wand
Hohe Wand w Dolnej Austrii, niedaleko Wiednia, to wapienny płaskowyż otoczony długimi ścianami, na których poprowadzono wiele ferrat. Trasy są tu wyraźnie trudniejsze niż na Słowacji. Najbardziej znany Gebirgsvereinssteig ma odcinki oceniane na C/D i dużą ekspozycję, ale odwdzięcza się rozległą panoramą. Na płaskowyżu łatwo połączyć ferratę z pieszą wędrówką, a w okolicy są też szlaki rowerowe. To dobry kierunek na drugi wyjazd albo na pierwszy z instruktorem, który dobierze trasy do grupy.
Jezioro Garda na cały tydzień
Riva del Garda i Arco to jeden z najbardziej znanych rejonów ferratowych w Europie. Na trasy wychodzi się prosto z miasteczek nad jeziorem, a po drodze są winnice, gaje oliwne i widoki na wodę. Garda jest też świetnym miejscem dla rowerzystów, więc dzień przerwy od ferrat łatwo zamienić na wycieczkę rowerową wokół jeziora. To już cały urlop, a nie weekend, ale dla wielu osób to cel, do którego zmierzają od pierwszej słowackiej ferraty.
Sprzęt ferratowy w praktyce
Podstawowy zestaw to kask, uprząż i lonża ferratowa z absorberem energii. Absorber przy odpadnięciu rozciąga się i wytraca siłę szarpnięcia, która na stalowej linie byłaby niebezpieczna nawet przy krótkim locie. Przy zakupie lub wypożyczeniu dobrze jest sprawdzić oznaczenia norm. Lonża powinna spełniać EN 958, kask EN 12492, a uprząż EN 12277.
Lonży nie składa się samemu z liny i karabinków. Bez absorbera nie zadziała tak, jak powinna. Absorbery mają też określony zakres wagi użytkownika, zwykle od 40 do 120 kilogramów, dlatego dzieci lżejsze niż 40 kilogramów idą z dodatkową asekuracją liną od opiekuna. Na pierwszy wyjazd sprzęt najlepiej wypożyczyć, a własny kupić dopiero wtedy, gdy wiadomo, że ferraty się spodobały.
Reszta to rzeczy, które ma każdy turysta. Buty trekkingowe lub podejściowe z przyczepną podeszwą, rękawiczki chroniące dłonie przed liną, kurtka przeciwdeszczowa, woda i przekąski w małym plecaku. Kask rowerowy nie zastąpi kasku wspinaczkowego, bo jest projektowany na inne uderzenia.
Bezpieczeństwo na trasie
Na ferracie największym zagrożeniem jest burza. Stalowa lina przewodzi prąd, więc na trasę wychodzi się wcześnie, a przy zapowiedzi popołudniowych burz wraca przed nimi. Wiele ferrat nie ma wygodnego zejścia w połowie, dlatego zbyt trudna trasa na start to drugi częsty problem. Jeśli opis mówi o odcinkach C, a do tej pory chodziło się tylko po szlakach, lepiej poszukać czegoś łatwiejszego.
Przy przepinaniu obowiązuje jedna zasada, zawsze co najmniej jeden karabinek na linie. Na trasie nie należy też iść zbyt blisko osoby z przodu. Między dwoma kotwieniami powinna być tylko jedna osoba, żeby w razie odpadnięcia nie pociągnąć za sobą innych. Latem trzeba pamiętać o wodzie, bo nasłonecznione ściany potrafią się mocno nagrzać.
Pierwszy raz z instruktorem
Doświadczony turysta przejdzie łatwą ferratę sam, po przeczytaniu opisu i z własnym sprzętem. Na pierwszy raz spokojniej jest jednak pojechać z instruktorem, który pokaże, jak założyć uprząż, jak przepinać lonże i jak zachować się na trudniejszym odcinku.
Takie wyjazdy organizuje AlpenXplore, polskie biuro podróży specjalizujące się w turystyce górskiej. Firma jest wpisana do rejestru organizatorów turystyki i ma gwarancję ubezpieczeniową Signal Iduna. W ofercie są wyjazdy na via ferraty na Słowacji, w Austrii i nad jeziorem Garda a niebawem więcej, zimowe wyjazdy narciarskie w Alpy oraz górskie wyprawy. Ferratowe wyjazdy zaczynają się od szkolenia ze sprzętu, autoasekuracji i zasad bezpieczeństwa. Grupy są małe, a w trudniejszych miejscach instruktor może dodatkowo asekurować uczestnika liną.
Atestowany sprzęt, czyli kask, uprząż, lonża z absorberem i lonża spoczynkowa, jest w cenie, podobnie jak ubezpieczenie turystyczne. Na Słowację i do Austrii jedzie się busem organizatora, a nad Gardę samolotem z polskich lotnisk z transferem na miejscu. W wyjazd nad Gardą wliczony jest też dzień na rowerach elektrycznych wokół jeziora. Terminy i programy, w tym via ferraty dla początkujących z instruktorem, są na stronie organizatora.
materiał zewnętrzny

